Holmes Chapel, nazwa widniała na tabliczce gdy wieżdżaliśmy do miasta.
- Musimy się tu na chwilę zatrzymać, mam drobną sprawę do załatwienia.- powiedział Quenn
wyjmując kluczyki ze stacyjki. - Trzymaj.- podał mi do ręki coś co przed chwilą
wyjął ze schowka. Coś przypominającego broszkę,
podobizna jakiegoś kwiata, chyba.
- To czarny irys, istoty nocy muszą zawsze je nosić przy sobie, w innym przypadku
może dojść do sporych komplikacji.- dodał gdy widział moją niepewność. - Zdarzyło się, że
parę czarownic i wilkołaków zgubiło swoje brożki i dotarły one do ludzi.
Mimo, iż nie mieli zielonego pojęcia byli w wielkim niebezpieczeństwie,
wszyscy zostali zamordowani. - spuścił głowę - Dlatego musisz jej pilnować
jak oka w głowie, rozumiesz.?
- Rozumiem, cze...
- Jedną z ofiar była dziewczyna z którą dzieliło mnie głębokie uczucie,
nie zdołałem jej ochronić, byłem za słaby...- położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Nie obwiniaj się, to nie Twoja wina. Nie zawsze jesteśmy wstanie uratować bliskich, wiem
coś o tym. Moja matka umarła, też nie byłam w stanie nic zrobić. Nikt nie
może zmieniać przyszłości. Ale jest jeszcze coś co nie daje mi spokoju...
Mówiłeś, że nie możemy zakochać się w człowieku, a Ty?.
- Istnieje takie coś jak pokrewieństwo dusz.
- Pokrewieństwo dusz.?
- Każdy ma swoją drugą połówkę, ich przeznaczeniem jest być razem. Nie znam
szczegółów ale coraz więcej osób ze świata nocy odnajduję je wśród ludzi.- spojrzał na
zegarek.- Porozmawiamy o tym później, chodź musimy gdzieś wstąpić.
Wysiadłam z samochodu kierując się za Quenn'em.
Wstąpiliśmy do sklepy, jednakże wilkołak szedł dalej w głąb, minęliśmy jakieś drzwi
i zatrzymaliśmy się przed kolejnymi, gdzie był taki sam znak jak na broszce. Spojrzałam
na niego pytająco ale nic nie odpowiedział, tylko pociągnął mnie za rękę do tego pomieszczenia.
Podeszliśmy do lady za którą siedziała bardzo ładna dziewczyna, orzechowe podkręcane włosy
opadały na delikatną twarz a duże niebieskie oczy dodawały jej blasku.
- Masz?.- powiedział szeptem w jej stronę Quenn.
- Tak, na zapleczu, chodź.
Usiadłam na krześle, tam gdzie wskazał mi futrzany zwierz, w tym samym czasie poszedł
za dziewczyną. Zaczęłam się rozglądać, nadal nie wiedziałam co to za miejsce.
Zwykłym sklepem nie można go nazwać, dziwne fiolki, stare książki i kotły zdobiły pułki,
ściany i podłogę. Moją uwagę przykuły jednak dziwne laleczki bez twarzy. Podeszłam bliżej
i chwyciłam jedną przyglądając się jej.
- Laleczki wudu, trzeba na nie uważać.- zaskoczona upuściłam lalkę i się odwróciłam.
- To one na prawdę działają?.- zapytałam dziewczyny.
- Wszystko jest możliwe, jestem Wictoria.
- Angelika.
- Wiem, Quenn mi o Tobie opowiadał, miło Cię poznać.
- Wzajemnie, jak one działają?.- wskazałam palcem lalkę.
- Trzeba zdobyć pukiel włosów osoby, którą chce się do tego wykorzystać, potem
trzeba posypać trochę proszkiem Redfern, wyobrazić sobie to co ma tym osobą dolegać
i wypowiedzieć zaklęcie. Jednakże działa to tylko kiedy jest pełnia.
- Czyli to całe wbijanie igieł to ściema.?
- Mniej więcej.
- A Ty ten... no...
- Czy jestem wampirem?.- pokiwałam głową.- Czarownicą.
- A latacie na miotle?.- za późno ugryzłam się w język.
- Hahaahh, nie. Ludzie często uważają nas za szkaradne istoty ale w rzeczy samej nie różnimy
się niczym od nich.
- Zabawne, sama myślałam, że nosicie kapelusze, latacie na miotłach, macie wielkie nosy i
pełno pryszczy, a tu takie ślicznotki z was.
- Przestań bo się zarumienię.
- Dziewczyny poplotkujecie sobie w czasie drogi, nie mamy czasu.- wtrącił się Quenn.
- Jedziesz z nami?.- spojrzałam na Wictorie.
- Tak, muszę skierować się do starszych a, że jedziecie w tą samą
stronę to się z wami zabieram.
***
- Starsi to tak jak u ludzi prezydent, sejm i senat.- wyjaśnił wilkołak kiedy już byliśmy w aucie.
- Ustalają zasady a za ich złamanie karzą, są takimi naszymi władcami.- dodała
orzechowłosa.
- To wszystko nie jest na moją głowę.
- Z czasem wszystko zrozumiesz.- uśmiechnęła się Victoria.
- Mam taką nadzieję.
Auto się zatrzymało i obie z Victorią spojrzałyśmy na Quenn'a.
- O co chodzi?.- spytała.
- Mamy towarzystwo.-odezwał się chłopak.
Chwilę później ujrzałam grupę osób stojących na przeciwko naszego wozu.
Twarze pełne krwi, wystające zęby i wielkie czarne, przeniknięte ciemnością oczy.
Nie musiałam pytać aby wiedzieć, że nie mają przyjaznych zamiarów.
Super! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Będę zaglądać ;33
OdpowiedzUsuń