sobota, 5 stycznia 2013
Rozdział 5
- Zostańcie w samochodzie. - powiedział Quenn wyskakując z auta
nim zdążyłam zaprotestować. Minęła chwila nim droga przy lesie zamieniła się
w pole bitwy. Quenn na pierwszy rzut oka radził sobie doskonale ale za
chwilę wylądował na masce naszego samochodu, wrzasnęłam
z przerażenia. Podniósł się i zastygł patrząc na mnie, po chwili mrugnął i
się uśmiechnął odskakując w stronę wampirów. Przetoczył jednego,
drugiego uderzył w szczękę, aż pękła. Trzeci oberwał czymś drewnianym w miejsce gdzie
powinno być serce, nie jestem pewna czy wampiry je mają. Kolejny oberwał sierpowym,
a następne odlatywały jednym ruchem palca. Pomimo iż wilkołak tak się starał wampirów
przybywało, było ich coraz więcej.
- Muszę mu pomóc.- powiedziałam przerażona ale zdecydowana.
- Ale kazał nam tu zostać.
- W dupie mam to co on powiedział, nie pozwolę aby coś mu się stało.- złapałam
za klamkę i otworzyłam drzwi. Podbiegłam o niego i
uderzyłam krwiopijce czającego się na niego z tyłu.
- Mówiłem, żebyś została w aucie!. - krzyknął uderzając kolejnego wampira w brzuch.
W prawdzie nigdy się nie biłam, ale ruchy ściągałam z wilkołaka.
Kopałam, miotałam rękami, całkiem nieźle mi szło. Parę wampirów odsłaniając zęby
próbowało mnie nastraszyć ale czując blisko Quenn'a wiedziałam, że jestem bezpieczna.
Buum! Ostatni wampir wpadł w drzewo i zniknął z pola widzenia. Quenn jeszcze chwilę
trzymał gardę przygotowany do kolejnego uderzenia, po chwili ją spuścił.
- Maleńka nie jesteś taka najgorsza, parę lekcji a nawet ja Cię nie pokonam.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
Jego piękne szare oczy spoczęły na mnie, przypatrywały mi się z ciekawością.
Ja też nie mogłam odciągnąć wzroku, przez rozdartą koszulkę było
widać jego mięśnie co wprawiało mnie w jeszcze gorsze podniecenie. Rozczochrane włosy
luźno opadały kosmykami na twarz, oczy szare przypinające
pochmurne dni a usta, aż chciało się całować. Dlaczego wcześniej
nie zauważyłam, że jest przystojny, twarz taka bezbronna a jednak
tajemnicza i nieprzewidywalna. Mam tylko nadzieję, że
charakter ma również taki cudowny jak tę swoją buźkę.
- Może już lepiej chodźmy.- powiedział speszony.
***
- Quenn świetnie sobie z nimi poradziłeś, jesteś taki silny. - powiedziała
Wictoria trzepocząc rzęsami.
- Gdyby nie Angelika nie poszło by mi tak dobrze, dziękuje. - powiedział kierując głowę
w moją stronę. Spuściłam wzrok, czerwieniąc się.
- Eeeeem. - westchnęła Wic. - Głodna jestem, Quenn zatrzymajmy się gdzieś
i coś zjedzmy.
- Nie jestem pewien ale chyba nie powinniśmy, musimy szybko kierować się do sholi,
będą się denerwować.
- Quenn zatrzymajmy się, pół godziny nas nie zbawi.- powiedziałam.
- Niech wam będzie, za rogiem jest knajpa, wysiadać.
***
- Na co macie ochotę?- zapytał gdy przynieśli nam kartę ze spisem dań i napoi.
- Ja bym zjadła cheeseburgera, frytki i napiła się wielkiej coli. - oznajmiła Wictoria.
- A ja... - spojrzałam jeszcze raz na kartę.- Sałatkę grecką i wodę.
- Najesz się tym?. Wygląda jakbyś jadła więcej.- powiedziała z ironią Wic.
Spojrzałam na nią chłodno ale się nie odezwałam.
- Mogę przyjąć zamówienie?. - zapytała starsza pani w różowym fartuszku stojąca
obok naszego stolika.
- Dla mnie będzie duża pizza margarita, dla dziewczyn jeden cheeseburger, frytki,
duża cola, sałatka grecka i woda. I jeszcze jedno piwo.
- Quenn Ty chyba nie będziesz pić? Prowadzisz auto. - powiedziałam wściekle na niego.
- Co Ty moja matka? Odczep się.
- Dobra.- wstałam, obeszłam stolik i skierował się do drzwi, odwracając
się ostatni raz. - Skoro chcesz to pij sobie to piwo i najlepiej
wiedź w jakieś drzewo po drodze.
Wybiegłam nim zdążył coś powiedzieć, wpadając przy tym na kelnerkę.
Przebrnęłam przez parking wymijając auto, było ich na prawdę sporo więc zajęło
to sporo czasu.
- Angelika, poczekaj.!!!
Nim się ruszyłam do ucieczki, on już przy mnie był chwytając mnie za rękę.
- Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć.
Próbowałam się wyrwać ale był silniejszy.
- Nie chcę żeby były między nami komplikacje, przepraszam.
- Zostaw mnie, trzeba było się zastanowić co mówisz. - wyrwałam rękę czując
coraz więcej lecących łez.
- Przepraszam. - chwycił z powrotem moją dłoń przyciągając moje
ciało do niego, znieruchomiałam. - Przepraszam. - powtórzył.
Pogładził dłonią mój policzek, wycierając kciukiem łzy. Po chwili mocno mnie przytulił,
opierając podbródek o moją głowę, całując mnie przy tym we włosy.
- Możemy już jechać do sholi?.- zapytał dalej trzymając mnie w ramionach,
pokiwałam głową.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz