niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 3

Stanęłam i rozkoszowałam się widokiem cudownej rezydencji w stylu wiktoriańskim.
Przeczesałam wzrokiem po oknach, światła się nie paliły i nie było żadnych oznak życia,
więc istnieje nadzieja, że jest do wynajęcia. Wpisałam do telefony dziewięć cyfr, które widniały
na tabliczce wbitej w trawnik i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham? - odezwał się po trzech sygnałach męski głos.
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie domu do wynajęcia.
- Przepraszam ale ojca nie ma. Wróci po dwudziestej pierwszej, wtedy proszę zadzwonić.
- Dobrze, przepraszam, do widzenia.
- Cześć.
Po głosie całkiem miły chłopak się wydawał, ale nie zdziwiło by mnie gdyby okazał się

jakimś zmiennokształtnym. Po tym co przeczytałam w liście od matki już nic mnie nie zaskoczy.
Położyłam jedną z waliek przy krawężniku i na niej usiadłam, rozprostowałam nogi i włosy spięłam
w koński ogon. Spojrzałam na telefon, dziewiętnasta. Przez następne dwie godziny będę
musiała się czymś zająć, no np. policzyć kafelki. Byłam przy trzech kiedy mignęło mi auto przed oczami,
tak się wystraszyłam, że spadłam z walizki obijając sobie przy tym łokcie. Zauważyłam, że kierowca
zatrzymał auto i zaczął cofać. Wysiadł z auta a ja byłam tak zajęta patrzeniem na zdarte łokcie,

 że nie zauważyłam, że jest to Niall.
- To chyba przeznaczenie. - powiedział.
- Czy ja wiem czy takie przeznaczenie, spójrz co zrobiłeś.- odezwałam się po chwili pokazując mu ręce.
- Kawa Ci to wynagrodzi?
- Nie.
- No dobra to spróbujmy od nowa, czemu tu siedzisz?
- Czekam na dwudziestą pierwszą. - spojrzał na mnie pytająco. - No bo chcę wynająć 

ten dom ale obecnie właściciela nie ma w domu.
- No to może chodź dzisiaj na noc do nas a jutro z powrotem zadzwonisz.
- Kusząca propozycja ale dziękuje.
- Dlaczego?
- Spanie z pięcioma chłopakami pod jednym dachem?.- podniosłam pytająco brwi. - Nie dzięki.
- Nie dramatyzuj.
- No ale wyobrażasz to sobie, wchodzisz do domu i oznajmiasz wszystkim, 

że bezdomna dziewczyna u Ciebie nocuje?
- Takimi drobnostkami to Ty się nie przejmuj, już Niall coś wymyśli.
***
- To jest Angelika, zanocuje dzisiaj u nas bo w jej domu jest... inwazja karaluchów.- powiedział
blondyn.
- Serio, tylko tyle zdołałeś wymyślić?.- zapytałam szeptem.
- Bez obaw, to głupki. Uwierzą we wszystko.- odpowiedział również w miarę cicho.
No niezły z Ciebie kolega, lepszego nie mogli mieć.
- Jestem Liam.- podszedł do mnie ostrzyżony chłopak.
- Angelika.- podałam mu rękę.
- Gdzieś Cię już widziałem, Harry jestem.
No świetnie, ja tu wzdycham a on mnie nawet nie pamięta.
- Zayn.- obdarował mnie uśmiechem mulat w bejsbolówce.
- A ja Louis.- chłopak w paski.
- No to ja Ci pokarzę Twój pokój, chodź.- pociągnął mnie za rękę Niall i już znaleźliśmy
się na schodach. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, chłopak je otworzył i zaprosił do środka.
- Rozpakuj się, wykąp, przebież i zejdź na kolację.
- Od razu położę się spać, nie jestem głodna.
- Żadnego ale, u nas w domu dziewczyna nie położy się bez kolacji.
- Widzę tu tylko siebie.
- Jest jeszcze Perrie, Danielle i Eleanor ale one to pewnie na zakupach.
Jeszcze jakieś dziewczyny?
Podeszłam do okna i podciągnęłam ruletę, w tej samej chwili coś mignęło mi

 przed oczami, czarna postać.Wzdrygnęłam się, uciekała? Ale przed czym. 
A może... Nie to nie możliwe... Ale jeśli ta akcja z wężem ma coś z tym wspólnego?
 Nie, moja wyobraźnia nie zna granic. Na wszelki wypadek później się rozejrze.
- Wszystko w porządku?.- głos Niall'a dobiegł mnie z tyłu.
- W jak najlepszym.- nie, nic nie jest w porządku.
Wyjęłam czyste ciuchy z walizki i weszłam do łazienki, szybko się opukałam i je zarzuciłam.
Zbiegłam na dół i oznajmiłam, że muszę na chwilę wyjść, nie obyło się bez 

pytań ale nie miałam czasu na nie odpowiadać. Okrążyłam dom, żadnego śladu nieznajomego.
 Może tylko mi się przywidziało? W tym momencie coś zaszeleściło w krzakach, gdyby 
nie niebezpieczeństwo już na pewno bym krzyknęła. Przyjęłam pozycję obronną i bacznie 
obserwowałam co się za chwilę wydarzy. To coś zbliżało się a ja nawet nie mam żadnej broni, świetnie. 
Z krzaków powoli wyszło duże futrzane zwierzę, gdy podeszło bliżej zobaczyłam jakie jest piękne.
Sierść w blasku księżyca lśniła, oczy błyszczały błękitem a długie około pięcio 

centymetrowe kły wystawały z pyska. Byłam tak zachwycona zwierzęciem, 
że nie zwracałam uwagi na niebezpieczeństwo, pragnęłam
tylko dotknąć go, zanurzyć głowę w jego sierści.
- Jestem Quenn, musisz pójść ze mną.
Że to coś mówi? No chyba żarty.
- Spokojnie, to pewnie tylko sen, przecież nie istnieją gadające wilki.- pocieszałam się w duchu,

 wiedząc,że i tak jest inaczej.
- Przepraszam, pewnie jesteś w szoku. Nie powinienem pokazywać Ci się w tej postaci, zaczekaj.
Wszedł z powrotem do krzaków tylko po to by z nich wyjść w postaci człowieka.
- Zacznijmy od nowa, jestem Quenn. - podał mi rękę ale się odsunęłam. - Wiem, że to pewnie dla 

Ciebie szok ale musimy porozmawiać. 
- Angelika.- przysunęłam się i oddałam uścisk|.
- Wiem. Możemy iść w bardziej odludne miejsce? Nie może nas nikt zobaczyć.
- Wolałabym tu zostać.
- Rozumiem, nie ufasz mi. Ale to dla Twojego bezpieczeństwa.
- Zgoda, ale nie za daleko.
- Zaraz tutaj, pójdziemy do mojego samochodu, tam nikt nas nie usłyszy.
***
- Czyli Ty jesteś wilkiem, tak?- zapytałam siedząc na miejscu pasażera.
- Wilkołakiem.- poprawił mnie.
- I grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony władcy wampirów?
- Tak, dlatego musisz pojechać ze mną do sholi, tam Cię nie znajdą.
- Dobrze ale mogę jeszcze dzisiaj tu zostać? Nie chcę wyjść bez pożegnania.
- Angeliko mamy coraz mniej czasu, nie możemy ściągać sobie na głowę jeszcze tego
robactwa.
- Robactwa?
- Tak świat nocy nazywa ludzką rasę.
- Świat nocy?
Quenn przewrócił oczami.
- Opowiem Ci wszystko po drodze.
Przy pomocy wilkołaka wskoczyłam przez okno, spakowałam walizki i ostatni raz

 rozejrzałam się po pokoju. " Oni mi ofiarowali pomoc a ja tak się zachowam. "
- Na prawdę nie można nic innego zrobić?.- spojrzałam na chłopaka.
- Przykro mi, to dla Twojego i ich bezpieczeństwa. Nie mogę pozwolić aby coś Ci się stało, urwali
by mi łeb.
Przybrał postać wilka, nakazał wsiąść na jego grzbiet. Wyskoczyliśmy obijając lekko o szyby w
ciemną otchłań.








1 komentarz: