poniedziałek, 26 listopada 2012
Rozdział 2
- Gdzie jest ta cholerna bluzka?! - krzyknęłam ze złością na siebie. - Bez niej się nie ruszę.
Dopiero po pięciu minutach znalazłam ją w koszu na prawnie w toalecie, wrzuciłam do
pralki i nastawiłam na szybkie. Zaczęłam pakować inne potrzebne rzeczy do walizek, w dwóch
były ubrania, w jednej kosmetyki, a w trzech pozostałych conversy, vansy i szpilki.
" Prześwięcą mnie na tym lotnisku, kiedy to zobaczą. " - pomyślałam. Walizki położyłam w
przedpokoju przy wejściu, umyłam się i przebrałam w piżamie. Przez te wszystkie przygotowania
straciłam poczucie czasu i nim się obejrzałam nadeszła dwudziesta trzecia a samolot jest o dziesiątej.
Ułożyłam się wygodnie na kanapie, chwyciłam zdjęcie rodzinne ze stolika obok i przez jakieś
dwadzieścia minut wpatrywałam się w nie. Byliśmy na nim tacy szczęśliwi, wszystko się układało, byliśmy jedną zgodną rodziną a teraz? Teraz do wszystko diabli wzięli. Odłożyłam je delikatnie, wepchnęłam
pod kołdrę i w niecałe pięć minut usnęłam.
***
- Pasażerowie lotu 220 proszeni są do samolotu!!!- powiedziała pani ubrana w biało granatowy
strój stewardessy. Wstałam i ustawiłam się w kolejce ciągnącej do jakiegoś kolesia, kiedy była
moja kolej przekonałam się, że to ochroniarz.
- Ej, trzymaj łapy przy sobie ! - wrzasnęłam na niego kiedy zaczął jeździć łapami bo moim ciele.
- Muszę sprawdzić czy nie masz żadnej broni.! - odpowiedział. Spojrzałam się na ludzi za mną,
stali zniecierpliwieni, jeszcze raz obejrzałam się na ochroniarza i spaliłam buraka. Przeprosiłam i
pozwoliłam dokończyć jego robotę.
Kiedy siedziałam w samolocie zobaczył, że ten lot wcale nie będzie taki przyjemny. Za mną siedział
jakiś dzieciak który ciągle kopał mi w krzesło, przede mną jakiś tłuścioch zajmujący dwa fotele,
kawałek dalej pani z małym płaczącym dzieckiem, z innej strony jakaś zakochana niechlujna para,
był jeszcze alfons z dwoma blondynkami przy sobie, facet od którego nie za ładnie pachniało i
starsza pani robiąca na drutach. Jedynymi normalnymi ludźmi wydawała się piątka chłopaków,
którzy darli się na siebie i czymś rzucali. Gdyby nie byli tak głośno, może uznała bym ich za dorosłych
ale z taką inteligencją przypominali mi dzieciaki z zerówki. Wyjęłam z torebki komórkę, modląc się
żeby tylko żaden dziwak nie usiadł koło mnie. Pogrzebałam w telefonie, usunęłam wszystkie
wiadomości, przeczesałam zdjęcia, posłuchałam muzyki, popatrzyłam na kontakty, pograłam, wszystko
aby tylko się nie nudzić. Lot był strasznie długi, a kiedy stewardessa powiedziała, że opóźnimy lądowanie
o jakieś trzy godziny myślałam, że dostanę ataku paniki. " Co ja mam robić przez następne trzy godziny ".
Wstałam i poszłam do łazienki a kiedy wróciłam, obok mojego miejsca siedział jeden z tych chłopaków,
blondyn.
- Przypadkiem nie pomyliłeś miejsc?- spytałam stojąc nad nim. Spojrzał się tylko na mnie i nie
odpowiedział.
- Mówię coś do Ciebie!
- Usiądź a może odpowiem. - jego głos wydawał się taki znajomy, inny od reszty ale znajomy.
Przecisnęłam się i usiadłam gapiąc się ciągle na niego.
- No słucham ?!
- No więc widziałem, że siedzisz sama więc postanowił dojść i zagadać.- powiedział nie wypuszczając tchu.
Jestem Niall. - podał mi rękę.
- Angelika. - uścisnęłam ją.
- No to gdzie lecimy?
- Do Londynu a Ty?
- No też, w zasadzie mieszkam tam, razem z tamtą pozostałą czwórką. - pokazał na bawiących się
kolesi.
- Energi im nie brakuje, od kilku godzin się wygłupiają.
- Tacy już jesteśmy, niby duzi a jednak wciąż mali. - uśmiechnął się.- No to powiedz Angelika co Cię sprowadza do Londynu?
- Spróbuje zacząć tam wszystko od nowa.
- Od nowa to znaczy?
- Moja matka umarła a brat mnie zostawił, nie miał kto się mną zająć. Postanowiłam, że w Londynie
może wszystko się ułoży i poukłada.
- Jak będziesz potrzebowała pomocy, daj mi znać.- podał mi małą karteczkę gdzie widniało dziewięć cyfr.
- Dobrze, dziękuje.
- Niall czy mógłbyś na chwilę do nas przyjść.- przerwał nam chłopak z burzą loków na głowie. Na jego widok moje serce zrobiło obrót o 180 stopni. To niewiarygodne, że widok zwykłego chłopaka może
tak podniecić dziewczynę.
- Tak już idę.- chłopak wstał ale za chwilę z powrotem usiadł. - Zapomniałbym, Angelika to jest Harry,
Harry to jest Angelika.
Chłopak podał mi rękę i się uśmiechnął a ja to odwzajemniłam. Był taki seksowny, seksowny a zarazem
taki tajemniczy. Było w nim coś pociągającego, że pod jego dotykiem się rozpływałam a serce robiło
milion uderzeń na sekundę. Wiecie jak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? No, właśnie tak się
teraz czułam.
- Ziemia do Angeli.- Niall pomachał mi ręką przed twarzą, otrząsnęłam się.- Troszkę nam się zapatrzyłaś.
Zrobiłam się cała czerwona, a Harry wyszczerzył się jeszcze bardziej ukazując przy tym dołeczki.
- Harry co ty masz w sobie, że każda dziewczyna na Ciebie leci?- powiedział blondyn z oburzeniem.
- Po prostu jestem rozchwytywany.- odpowiedział śmiejąc się. - No miło było Cię poznać Angela ale
musimy coś załatwić, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Ja też, do zobaczenia.- pomachali na pożegnanie i mnie opuścili.
Gapiłam się w miejsce gdzie siedział cudny zielonooki, oderwać wzroku nie mogłam.
" Przecież to i tak nie ma sensu, zamieniłam z nim dwa może trzy słowa i już jestem na zabój
zakochana ". Zobaczyłam, że Harry wstał i zaczął iść w moją stronę, myślałam, że może podejdzie, zagada
ale on ominął mnie i ruszył do toalet. Nawet na mnie nie zwraca uwagi, więc na randkę nie ma co liczyć.
Ułożyłam się wygodniej na siedzeniu i próbowałam się zdrzemnąć ale coś nie dawało mi spokoju. Wydawało
mi się jakbym słyszała syczenie dobiegające z mojej torby. Otworzyłam ją, zajrzałam do środka po czym upuściłam i zaczęłam się drzeć. W mojej torebce znajdował się wąż i wyglądał na jadowitego. Niall szybko znalazł się obok mnie i dopytywał o co chodzi a ja ledwo mogłam wydusić z siebie chodź słowo. Wkrótce sam zobaczył co było przyczyną mojego darcia japy i aż zieleniała mu twarz.
- Chodź, trzeba zawiadomić pilota.- złapał mnie za rękę i chciał pociągnąć ale nie ruszyłam się z miejsca.- Angela wiem, że się boisz ale musimy zawiadomić pilota, chodź.
Tym razem ruszyłam się posłusznie i z nim poszłam, po drodze minęliśmy wszystkich pasażerów którzy
gapili się na mnie jak na wariatkę, wśród nich był też Harry. Nagle poczułam jak coś mnie dusi w gardle,
zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłam.
- Nic pani nie jest?- ujrzałam młodą blondynkę stojącą nade mną ze szklanką wody.
Podniosłam się na łokciach, tak aby widzieć otoczenie.
- Nie, chyba nie.
- Przestraszyła nas pani, sprawa z wężem została załatwiona. Miała pani duże szczęście bo to jeden z
najbardziej jadowitych okazów.
" Z najbardziej jadowitych okazów " ? Nie no ja się chyba jeszcze nie dobudziłam.
- Ale skąd on się tam wziął?
- Mamy podejrzenia, że ktoś specjalnie wsadził go do pani torebki.
Nie no po prostu brak słów, najpierw ktoś mi się włamuje do domu a teraz wsadza jadowite obślizgłe
stworzenie aby mnie ukąsiło, ludzie mnie wprost wielbią.
- Pani chłopak czeka za drzwiami, wpuścić go?
- Tak, proszę.- Chwileczkę. Czy ona powiedziała, mój chłopak?
Niall wszedł, usiadł i przez chwilę nic nie mówił.
- Trochę niezręczna sytuacja, co?
- Tak, ja... ten... no... chciałem zapytać czy czujesz się już lepiej?
- Tak, dziękuje za troskę.- pocałowałem go w policzek, aż się zarumienił.
- No to zbieraj się bo zaraz podchodzimy do lądowania.
- Okej.- wstałam z tego na czym leżałam, poszliśmy na siedzenia i zapięliśmy pasy.
- Zaraz będziemy lądować, proszę zapiąć pasy i mocno się trzymać.- powiedziałam stewardessa.
Wszyscy jej posłuchali, pięć minut później znaleźliśmy się na lotnisku, wyszliśmy z samolotu,
poczekaliśmy na bagaże, pożegnaliśmy się i obiecując następne spotkanie każdy poszedł w swoją stronę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
OMG! Pisz, pisz, pisz! Czekam ;D
OdpowiedzUsuń