niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 3

Stanęłam i rozkoszowałam się widokiem cudownej rezydencji w stylu wiktoriańskim.
Przeczesałam wzrokiem po oknach, światła się nie paliły i nie było żadnych oznak życia,
więc istnieje nadzieja, że jest do wynajęcia. Wpisałam do telefony dziewięć cyfr, które widniały
na tabliczce wbitej w trawnik i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham? - odezwał się po trzech sygnałach męski głos.
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie domu do wynajęcia.
- Przepraszam ale ojca nie ma. Wróci po dwudziestej pierwszej, wtedy proszę zadzwonić.
- Dobrze, przepraszam, do widzenia.
- Cześć.
Po głosie całkiem miły chłopak się wydawał, ale nie zdziwiło by mnie gdyby okazał się

jakimś zmiennokształtnym. Po tym co przeczytałam w liście od matki już nic mnie nie zaskoczy.
Położyłam jedną z waliek przy krawężniku i na niej usiadłam, rozprostowałam nogi i włosy spięłam
w koński ogon. Spojrzałam na telefon, dziewiętnasta. Przez następne dwie godziny będę
musiała się czymś zająć, no np. policzyć kafelki. Byłam przy trzech kiedy mignęło mi auto przed oczami,
tak się wystraszyłam, że spadłam z walizki obijając sobie przy tym łokcie. Zauważyłam, że kierowca
zatrzymał auto i zaczął cofać. Wysiadł z auta a ja byłam tak zajęta patrzeniem na zdarte łokcie,

 że nie zauważyłam, że jest to Niall.
- To chyba przeznaczenie. - powiedział.
- Czy ja wiem czy takie przeznaczenie, spójrz co zrobiłeś.- odezwałam się po chwili pokazując mu ręce.
- Kawa Ci to wynagrodzi?
- Nie.
- No dobra to spróbujmy od nowa, czemu tu siedzisz?
- Czekam na dwudziestą pierwszą. - spojrzał na mnie pytająco. - No bo chcę wynająć 

ten dom ale obecnie właściciela nie ma w domu.
- No to może chodź dzisiaj na noc do nas a jutro z powrotem zadzwonisz.
- Kusząca propozycja ale dziękuje.
- Dlaczego?
- Spanie z pięcioma chłopakami pod jednym dachem?.- podniosłam pytająco brwi. - Nie dzięki.
- Nie dramatyzuj.
- No ale wyobrażasz to sobie, wchodzisz do domu i oznajmiasz wszystkim, 

że bezdomna dziewczyna u Ciebie nocuje?
- Takimi drobnostkami to Ty się nie przejmuj, już Niall coś wymyśli.
***
- To jest Angelika, zanocuje dzisiaj u nas bo w jej domu jest... inwazja karaluchów.- powiedział
blondyn.
- Serio, tylko tyle zdołałeś wymyślić?.- zapytałam szeptem.
- Bez obaw, to głupki. Uwierzą we wszystko.- odpowiedział również w miarę cicho.
No niezły z Ciebie kolega, lepszego nie mogli mieć.
- Jestem Liam.- podszedł do mnie ostrzyżony chłopak.
- Angelika.- podałam mu rękę.
- Gdzieś Cię już widziałem, Harry jestem.
No świetnie, ja tu wzdycham a on mnie nawet nie pamięta.
- Zayn.- obdarował mnie uśmiechem mulat w bejsbolówce.
- A ja Louis.- chłopak w paski.
- No to ja Ci pokarzę Twój pokój, chodź.- pociągnął mnie za rękę Niall i już znaleźliśmy
się na schodach. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, chłopak je otworzył i zaprosił do środka.
- Rozpakuj się, wykąp, przebież i zejdź na kolację.
- Od razu położę się spać, nie jestem głodna.
- Żadnego ale, u nas w domu dziewczyna nie położy się bez kolacji.
- Widzę tu tylko siebie.
- Jest jeszcze Perrie, Danielle i Eleanor ale one to pewnie na zakupach.
Jeszcze jakieś dziewczyny?
Podeszłam do okna i podciągnęłam ruletę, w tej samej chwili coś mignęło mi

 przed oczami, czarna postać.Wzdrygnęłam się, uciekała? Ale przed czym. 
A może... Nie to nie możliwe... Ale jeśli ta akcja z wężem ma coś z tym wspólnego?
 Nie, moja wyobraźnia nie zna granic. Na wszelki wypadek później się rozejrze.
- Wszystko w porządku?.- głos Niall'a dobiegł mnie z tyłu.
- W jak najlepszym.- nie, nic nie jest w porządku.
Wyjęłam czyste ciuchy z walizki i weszłam do łazienki, szybko się opukałam i je zarzuciłam.
Zbiegłam na dół i oznajmiłam, że muszę na chwilę wyjść, nie obyło się bez 

pytań ale nie miałam czasu na nie odpowiadać. Okrążyłam dom, żadnego śladu nieznajomego.
 Może tylko mi się przywidziało? W tym momencie coś zaszeleściło w krzakach, gdyby 
nie niebezpieczeństwo już na pewno bym krzyknęła. Przyjęłam pozycję obronną i bacznie 
obserwowałam co się za chwilę wydarzy. To coś zbliżało się a ja nawet nie mam żadnej broni, świetnie. 
Z krzaków powoli wyszło duże futrzane zwierzę, gdy podeszło bliżej zobaczyłam jakie jest piękne.
Sierść w blasku księżyca lśniła, oczy błyszczały błękitem a długie około pięcio 

centymetrowe kły wystawały z pyska. Byłam tak zachwycona zwierzęciem, 
że nie zwracałam uwagi na niebezpieczeństwo, pragnęłam
tylko dotknąć go, zanurzyć głowę w jego sierści.
- Jestem Quenn, musisz pójść ze mną.
Że to coś mówi? No chyba żarty.
- Spokojnie, to pewnie tylko sen, przecież nie istnieją gadające wilki.- pocieszałam się w duchu,

 wiedząc,że i tak jest inaczej.
- Przepraszam, pewnie jesteś w szoku. Nie powinienem pokazywać Ci się w tej postaci, zaczekaj.
Wszedł z powrotem do krzaków tylko po to by z nich wyjść w postaci człowieka.
- Zacznijmy od nowa, jestem Quenn. - podał mi rękę ale się odsunęłam. - Wiem, że to pewnie dla 

Ciebie szok ale musimy porozmawiać. 
- Angelika.- przysunęłam się i oddałam uścisk|.
- Wiem. Możemy iść w bardziej odludne miejsce? Nie może nas nikt zobaczyć.
- Wolałabym tu zostać.
- Rozumiem, nie ufasz mi. Ale to dla Twojego bezpieczeństwa.
- Zgoda, ale nie za daleko.
- Zaraz tutaj, pójdziemy do mojego samochodu, tam nikt nas nie usłyszy.
***
- Czyli Ty jesteś wilkiem, tak?- zapytałam siedząc na miejscu pasażera.
- Wilkołakiem.- poprawił mnie.
- I grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony władcy wampirów?
- Tak, dlatego musisz pojechać ze mną do sholi, tam Cię nie znajdą.
- Dobrze ale mogę jeszcze dzisiaj tu zostać? Nie chcę wyjść bez pożegnania.
- Angeliko mamy coraz mniej czasu, nie możemy ściągać sobie na głowę jeszcze tego
robactwa.
- Robactwa?
- Tak świat nocy nazywa ludzką rasę.
- Świat nocy?
Quenn przewrócił oczami.
- Opowiem Ci wszystko po drodze.
Przy pomocy wilkołaka wskoczyłam przez okno, spakowałam walizki i ostatni raz

 rozejrzałam się po pokoju. " Oni mi ofiarowali pomoc a ja tak się zachowam. "
- Na prawdę nie można nic innego zrobić?.- spojrzałam na chłopaka.
- Przykro mi, to dla Twojego i ich bezpieczeństwa. Nie mogę pozwolić aby coś Ci się stało, urwali
by mi łeb.
Przybrał postać wilka, nakazał wsiąść na jego grzbiet. Wyskoczyliśmy obijając lekko o szyby w
ciemną otchłań.








poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 2



- Gdzie jest ta cholerna bluzka?! - krzyknęłam ze złością na siebie. - Bez niej się nie ruszę.
Dopiero po pięciu minutach znalazłam ją w koszu na prawnie w toalecie, wrzuciłam do
pralki i nastawiłam na szybkie. Zaczęłam pakować inne potrzebne rzeczy do walizek, w dwóch
były ubrania, w jednej kosmetyki, a w trzech pozostałych conversy, vansy i szpilki.
" Prześwięcą mnie na tym lotnisku, kiedy to zobaczą. " - pomyślałam. Walizki położyłam w
przedpokoju przy wejściu, umyłam się i przebrałam w piżamie. Przez te wszystkie przygotowania
straciłam poczucie czasu i nim się obejrzałam nadeszła dwudziesta trzecia a samolot jest o dziesiątej.
Ułożyłam się wygodnie na kanapie, chwyciłam zdjęcie rodzinne ze stolika obok i przez jakieś
dwadzieścia minut wpatrywałam się w nie. Byliśmy na nim tacy szczęśliwi, wszystko się układało, byliśmy jedną zgodną rodziną a teraz? Teraz do wszystko diabli wzięli. Odłożyłam je delikatnie, wepchnęłam
pod kołdrę i w niecałe pięć minut usnęłam.
***
- Pasażerowie lotu 220 proszeni są do samolotu!!!- powiedziała pani ubrana w biało granatowy
strój stewardessy. Wstałam i ustawiłam się w kolejce ciągnącej do jakiegoś kolesia, kiedy była
moja kolej przekonałam się, że to ochroniarz.
- Ej, trzymaj łapy przy sobie ! - wrzasnęłam na niego kiedy zaczął jeździć łapami bo moim ciele.
- Muszę sprawdzić czy nie masz żadnej broni.! - odpowiedział.  Spojrzałam się na ludzi za mną,
 stali zniecierpliwieni,  jeszcze raz obejrzałam się na ochroniarza i spaliłam buraka. Przeprosiłam i
pozwoliłam dokończyć jego robotę.
Kiedy siedziałam w samolocie zobaczył, że ten lot wcale nie będzie taki przyjemny. Za mną siedział
jakiś dzieciak który ciągle kopał mi w krzesło, przede mną jakiś tłuścioch zajmujący dwa fotele,
kawałek dalej pani z małym płaczącym dzieckiem, z innej strony jakaś zakochana niechlujna para,
był jeszcze alfons z dwoma blondynkami przy sobie, facet od którego nie za ładnie pachniało i
starsza pani robiąca na drutach. Jedynymi normalnymi ludźmi wydawała się piątka chłopaków,
którzy darli się na siebie i czymś rzucali. Gdyby nie byli tak głośno, może uznała bym ich za dorosłych
ale z taką inteligencją przypominali mi dzieciaki z zerówki. Wyjęłam z torebki komórkę, modląc się
żeby tylko żaden dziwak nie usiadł koło mnie. Pogrzebałam w telefonie, usunęłam wszystkie
wiadomości, przeczesałam zdjęcia, posłuchałam muzyki, popatrzyłam na kontakty, pograłam, wszystko
aby tylko się nie nudzić. Lot był strasznie długi, a kiedy stewardessa powiedziała, że opóźnimy lądowanie
o jakieś trzy godziny myślałam, że dostanę ataku paniki. " Co ja mam robić przez następne trzy godziny ".
Wstałam i poszłam do łazienki a kiedy wróciłam, obok mojego miejsca siedział jeden z tych chłopaków,
blondyn.
- Przypadkiem nie pomyliłeś miejsc?- spytałam stojąc nad nim. Spojrzał się tylko na mnie i nie
odpowiedział. 
- Mówię coś do Ciebie!
- Usiądź a może odpowiem. - jego głos wydawał się taki znajomy, inny od reszty ale znajomy.
Przecisnęłam się i usiadłam gapiąc się ciągle na niego.
- No słucham ?!
- No więc widziałem, że siedzisz sama więc postanowił dojść i zagadać.- powiedział nie wypuszczając tchu.
 Jestem Niall. - podał mi rękę.
- Angelika. - uścisnęłam ją.
- No to gdzie lecimy?
- Do Londynu a Ty?
- No też, w zasadzie mieszkam tam, razem z tamtą pozostałą czwórką. - pokazał na bawiących się
kolesi.
- Energi im nie brakuje, od kilku godzin się wygłupiają.
- Tacy już jesteśmy, niby duzi a jednak wciąż mali. - uśmiechnął się.- No to powiedz Angelika co Cię sprowadza do Londynu?
- Spróbuje zacząć tam wszystko od nowa.
- Od nowa to znaczy?
- Moja matka umarła a brat mnie zostawił, nie miał kto się mną zająć. Postanowiłam, że w Londynie
może wszystko się ułoży i poukłada.
- Jak będziesz potrzebowała pomocy, daj mi znać.- podał mi małą karteczkę gdzie widniało dziewięć cyfr.
- Dobrze, dziękuje.
- Niall czy mógłbyś na chwilę do nas przyjść.- przerwał nam chłopak z burzą loków na głowie. Na jego widok moje serce zrobiło obrót o 180 stopni. To niewiarygodne, że widok zwykłego chłopaka może
tak podniecić dziewczynę.
- Tak już idę.- chłopak wstał ale za chwilę z powrotem usiadł. - Zapomniałbym, Angelika to jest Harry,
Harry to jest Angelika.
Chłopak podał mi rękę i się uśmiechnął a ja to odwzajemniłam. Był taki seksowny, seksowny a zarazem 
taki tajemniczy. Było w nim coś pociągającego, że pod jego dotykiem się rozpływałam a serce robiło
milion uderzeń na sekundę. Wiecie jak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? No, właśnie tak się 
teraz czułam. 
- Ziemia do Angeli.- Niall pomachał mi ręką przed twarzą, otrząsnęłam się.- Troszkę nam się zapatrzyłaś.
Zrobiłam się cała czerwona, a Harry wyszczerzył się jeszcze bardziej ukazując przy tym dołeczki.
- Harry co ty masz w sobie, że każda dziewczyna na Ciebie leci?- powiedział blondyn z oburzeniem.
- Po prostu jestem rozchwytywany.- odpowiedział śmiejąc się. - No miło było Cię poznać Angela ale
musimy coś załatwić, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Ja też, do zobaczenia.- pomachali na pożegnanie i mnie opuścili. 
Gapiłam się w miejsce gdzie siedział cudny zielonooki, oderwać wzroku nie mogłam. 
" Przecież to i tak nie ma sensu, zamieniłam z nim dwa może trzy słowa i już jestem na zabój 
zakochana ". Zobaczyłam, że Harry wstał i zaczął iść w moją stronę, myślałam, że może podejdzie, zagada
ale on ominął mnie i ruszył do toalet. Nawet na mnie nie zwraca uwagi, więc na randkę nie ma co liczyć.
Ułożyłam się wygodniej na siedzeniu i próbowałam się zdrzemnąć ale coś nie dawało mi spokoju. Wydawało
mi się jakbym słyszała syczenie dobiegające z mojej torby. Otworzyłam ją, zajrzałam do środka po czym upuściłam i zaczęłam się drzeć. W mojej torebce znajdował się wąż i wyglądał na jadowitego. Niall szybko znalazł się obok mnie i dopytywał o co chodzi a ja ledwo mogłam wydusić z siebie chodź słowo. Wkrótce sam zobaczył co było przyczyną mojego darcia japy i aż zieleniała mu twarz. 
- Chodź, trzeba zawiadomić pilota.- złapał mnie za rękę i chciał pociągnąć ale nie ruszyłam się z miejsca.- Angela wiem, że się boisz ale musimy zawiadomić pilota, chodź. 
Tym razem ruszyłam się posłusznie i z nim poszłam, po drodze minęliśmy wszystkich pasażerów którzy
gapili się na mnie jak na wariatkę, wśród nich był też Harry. Nagle poczułam jak coś mnie dusi w gardle, 
zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłam. 
- Nic pani nie jest?- ujrzałam młodą blondynkę stojącą nade mną ze szklanką wody.
Podniosłam się na łokciach, tak aby widzieć otoczenie.
- Nie, chyba nie. 
- Przestraszyła nas pani, sprawa z wężem została załatwiona. Miała pani duże szczęście bo to jeden z 
najbardziej jadowitych okazów. 
" Z najbardziej jadowitych okazów " ? Nie no ja się chyba jeszcze nie dobudziłam.
- Ale skąd on się tam wziął?
- Mamy podejrzenia, że ktoś specjalnie wsadził go do pani torebki. 
Nie no po prostu brak słów, najpierw ktoś mi się włamuje do domu a teraz wsadza jadowite obślizgłe 
stworzenie aby mnie ukąsiło, ludzie mnie wprost wielbią.
- Pani chłopak czeka za drzwiami, wpuścić go?
- Tak, proszę.- Chwileczkę. Czy ona powiedziała, mój chłopak?
Niall wszedł, usiadł i przez chwilę nic nie mówił.
- Trochę niezręczna sytuacja, co?
- Tak, ja... ten... no... chciałem zapytać czy czujesz się już lepiej?
- Tak, dziękuje za troskę.- pocałowałem go w policzek, aż się zarumienił.
- No to zbieraj się bo zaraz podchodzimy do lądowania. 
- Okej.- wstałam z tego na czym leżałam, poszliśmy na siedzenia i zapięliśmy pasy. 
- Zaraz będziemy lądować, proszę zapiąć pasy i mocno się trzymać.- powiedziałam stewardessa.
Wszyscy jej posłuchali, pięć minut później znaleźliśmy się na lotnisku, wyszliśmy z samolotu, 
poczekaliśmy na bagaże, pożegnaliśmy się i obiecując następne spotkanie każdy poszedł w swoją stronę. 





sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 1



Bukiet czerwonych róż położyłam i rozejrzałam się dookoła. 
Wokół ani żywej duszy, tylko ja, ja sama. 
Czy nikogo nie obchodzi to co właśnie się zdarzyło?
Czy, aż tak bardzo zawiniła moja rodzina, że nikt nie raczył pojawić się
na pogrzebie mojej mamy? Nawet jej własny syn? Jeszcze raz przeczesałam 
wzrokiem teren, same nagrobki na których stały piękne kwiaty w wazonach a znicze
świeciły blaskiem. " O nich przynajmniej ktoś pamięta " - powiedziałam sama do siebie.
W myślach próbowałam odtworzyć sobie tą całą sytuacje ale serce mi na to nie pozwalało.
Ciągle nie mogłam pogodzić się z jej odejściem i z tym, że już nigdy mnie nie przytuli i nie 
powie " Kocham Cię córeczko ". Łza zakręciła się w oku i spłynęła po suchym policzku, 
spojrzałam na zegarek, widniała osiemnasta. Chwyciłam za torebkę, wstałam i powolnymi
krokami ruszyłam w stronę wyjścia od cmentarza. Z tego wszystkiego zapomniałam, że muszę
zrobić zakupy bo już nie mam na kogo liczyć. Po drodze wstąpiłam do Tesco, zakupiłam 
potrzebne produkty i ruszyłam prosto do domu. Kiedy znajdowałam się przy furtce, zobaczyłam
ruszające się postacie w oknach mojego domu. Drzwi były otwarte, na początku myślałam, że 
to policja ale kiedy ujrzałam panujący w salonie chaos domyśliłam się, że coś jest nie tak, a 
rzekomi funkcjonariusze zniknęli. Wahałam nad zadzwonieniem na policje ale co bym im
powiedziała? Moja matka umarła, brat zostawił i przed chwilą ktoś mi się włamał do domu?
Nie najlepsze wyjście z tej sytuacji, zwłaszcza, że nie ma kto się mną zając więc ośrodek
gwarantowany. Wstawiłam zakupy do kuchni, zaczęłam sprzątać salon i gabinet mojej mamy.
Narobili sporo bałaganu więc zajęło mi to około czterech godzin, szkód też było nie tak mało.
Wyrzuciłam śmieci, zjadłam kolacje i wzięłam się za dalsze porządki. Kiedy ogarniałam mamy
papiery moją uwagę przykuła dziwna koperta zaadresowana do mnie. Od...? Od mojej mamy?
Tak, od mojej mamy. Jej pismo poznam wszędzie ale po co pisałaby do mnie list?
Otworzyłam kopertę i zajrzałam do środka, wyjęłam kartkę wielkości A4 złożoną na kilka części.
" Kochana córeczko, jeśli to czytasz to znaczy, że mnie już nie ma. Na prawdę nie chciałam aby 
   to wszystko tak się potoczyło ale musisz o czymś wiedzieć . Planowałam powiedzieć Ci 
   to w dniu Twoich osiemnastych urodzin ale niestety nie ma mnie już z wami. W to co przeczytasz
   możesz nie uwierzyć ale prawdę musisz znać. Pamiętasz kiedy wszystko wychodziło Ci lepiej, kiedy 
   wygrywałaś każde zawody sportowe, kiedy otrzymywałaś same piątki i szóstki z języków obcych?
   Tak, było to powodem Twojej ciągłej nauki ale nie tylko.  Zawsze wszystko przychodziło Ci tak łatwo,
   cieszyłaś się ze swoich osiągnięć i nie chciałam tego psuć. Ale teraz kiedy już dojrzałaś i jesteś na to
   wszystko gotowa, mogę powiedzieć spokojnie, że nie jesteś zwykłym człowiekiem. Tak jesteś 
   nastolatką ale nie taką normalną. W Twoich żyłam płynie nie tylko krew moja ale i Twojego ojca.
   A ojciec? On również nie był człowiekiem, był wampirem. A Ty jesteś nim w jednej szesnatstej
   czyli dhampirem. A dokładniej swietoczą, zdarza to się co tysiąc narodzin, kiedy wampir współżyje 
   z kobietą, a ona zaś urodzi dziewczynkę. Wszystko dokładnie wytłumaczy Ci Philibs, przyjaciel Twojego 
   ojca. Wiem skarbie, że trudno Ci to wszystko przyjąć do wiadomości i pomyślisz, że zwariowałam.
   Ale jest jeszcze coś, nie jesteś już bezpieczna. Prawdopodobnie już teraz ściga Cię władca wampirów i 
   chcę zabić, dlatego musisz uciekać. Ukryj się w Londynie, tam Cię znajdzie Philibs i pomorze z tym 
   wszystkim uporać. Na prawdę kocham Cię córeczko, dasz radę i wierzę w Ciebie. Twoja mama X "
Chwilę jeszcze patrzyłam się na słowa mamy i schowałam list z powrotem do koperty. 
" Czy ona oszalała? " - zadałam sobie pytanie. Przecież to się nie mieści w głowie, najpierw umiera,
brat wyjeżdża, potem ktoś się włamuje do domu a teraz jeszcze dowiaduje się, że niby jestem
dhampirem i ściga mnie jakiś porąbany gość i próbuje zabić. Ale po co by miała mnie okłamywać, 
nawet kiedy umiera żarty się jej trzymają? Ale jeśli piszę prawdę to wszystko by się zgadzało. 
Od dziecka wszystko przychodziło mi z łatwością ale nigdy nie zastanawiałam się, że coś
 za tym stoi. Myślałam zawsze, że po prostu łatwo się uczę. Cały czas nie mogłam w to wszystko uwierzyć,
 a żeby się przekonać muszę tam pojechać, pojechać do Londynu.



   


piątek, 23 listopada 2012

Bohaterzy :)





Angelika Danielle Will - urodzona 12 września 1994.
Jej życie wywraca się do góry nogami gdy matka umiera
a brat zostawia. Zdana wyłącznie na siebie wyjeżdża do Londynu 
w pogoni za przeznaczeniem. 



                                                  Victoria Lily Redbird - urodzona 8 listopada 1994.
                                                    Jedna z bliskich przyjaciółek głównej bohaterki, zakochana
                                                    w jej bracie. Na ogół miła i pogodna, potrafi stać się wredna 
                                          i nieprzewidywalna. Jest bardzo skryta i mimo zalotów innych chłopców
                                                                                         niedostępna. 




                                                             Sarah Melanie Russo - urodzona 2 stycznia 1994.
                                                         Najlepsza przyjaciółka Angeliki, mimo iż krótko się ze sobą
                                                     znają to są bardzo zżyte. Mogą powiedzieć sobie o wszystkim, 
                                                       pomagają w problemach i sprawach uczuciowych. Razem
                                                                                   stawiają czoło złu.



Quenn Sam Redfern - 15 sierpnia 1993.
Zaufany, pomocny chłopak i największy przyjaciel Angeliki.
                                                   Wprowadzi ją w świat nocy oraz pomoże się z tym wszystkim uporać.
Niedostępny, nie zwraca uwagi na dziewczyny bo ma już wybrankę 
swojego serca. Przykłada się do tego co robi i nie daję komuś robić się
w balona, jest nie przewidywalny i niemożliwy, zrobi wszystko aby chronić
tych na których mu zależy.



                                         Christian David Winchester - urodzony 21 lutego 1993.
                                           Zapatrzony w siebie koszykarz, jednak zmienia swoje postępowanie
                                                    kiedy poznaje Angelikę, którą darzy porządnych uczucie.
                                                            Nie spodziewał się, że wszystko odwróci się 
                                                przeciwko niemu ale jako popularny chłopak może mieć każdą. 



George Fred Klose - urodzony 31 grudnia 1993.
Tajemniczy, skryty i słodki. 
Bierze od życia to czego chcę, niczego się nie boi.
Podejmie każde wyzwanie.



Harry Edward Styles - urodzony 1 lutego w 1994.
Chłopak obdarzony niesamowitym głosem na który podrywa 
dziewczyny. Kocha śpiewać a czas wolny spędzać z chłopakami
z zespołu. Jest nie tylko przystojny i utalentowany ale i on skrywa
tajemnice której nikt nie jest świadomy.



James Oliver Will - urodzony 13 października 1992.
Po śmierci swojej mamy zostawia siostrę i wyjeżdża w 
interesach do Meksyku. Wkrótce wyjdzie na jaw jaką tajemnicę 
skrywa przed własną siostrą. Naraża ją na niebezpieczeństwo, nie zdaje 
sobie sprawy, że to wszystko tak się potoczy.



Philibs Jev Robertson - najlepszy przyjaciel 
ojca bohaterki. To on pomoże jej w walce dobra
ze złem. Zastąpi jej tatę, którego nigdy nie miała.





Prolog


Angelika - z pozoru zwykła amerykańska nastolatka. 
Wiodła spokojne i szczęśliwe życie u boku cudownej matki i
fantastycznego brata. Jednak jej życie wywraca się do góry nogami
gdy matka umiera i pozostawia jej list, 
w którym widnieje prawda o jej pochodzeniu. Czy dziewczyna 
przeżyje szokującą prawdę i zmierzy się z przeciwnościami losu?
Czy pogodzi swoją pierwszą prawdziwą miłość z misją, którą
będzie musiała wykonać? Wilkołaki, wampiry, zombie - to coś o czym
w śród ludzi się nie mówi, wychodzą nocą a nikt nie ma o nich pojęcia,
z wyjątkiem łowców.